Mit #6: Soja to zło - i to genetycznie modyfikowane zło!

Spis treści

Kiedyś na hasło: SOJA! i wszyscy drżeli, bo przecież:

➡️ soja powoduje raka piersi – niezależnie od płci,
➡️ blokuje prawidłowe dojrzewanie chłopców, a mężczyznom rosną piersi,
➡️ i jak masz Hashimoto, to soja jest całkowicie zakazana (lepiej nie sprawdzaj, co się stanie, gdy ją zjesz!),
➡️ a, i przecież zaburza płodność, bo to w końcu nieprawdziwe hormony,
➡️ no i soja jest GMO, czyli szatan i zło!

Ale czy na pewno? Sprawdzam!

Najpierw podstawy

Soja, konkretnie soja owłosiona, to jednoroczna roślina zielna z rodziny bobowatych, pochodząca ze wschodniej Azji, gdzie uprawiana jest w wielu krajach, głównie w Chinach, Japonii i Indiach. W Polsce jest uprawiana znacznie rzadziej, a wykorzystywana jest na ogół jako roślina oleista i pastewna.
Produktem spożywczym są nasiona soi i wytłaczany z nich olej.

 

Nasiona soi:

🌱 wykorzystuje się do produkcji preparatów odżywczych dla niemowląt, starszych dzieci, diabetyków, ale także w daniach gotowych przeznaczonych dla wegetarian i wegan,
🌱 stosowane są również w dietach obniżających cholesterol i lipidy we krwi,
🌱 i oczywiście w dietoterapii zaburzeń okresu przekwitania i po menopauzie.

Olej sojowy:

🌱 jest wykorzystywany w profilaktyce i leczeniu miażdżycy,
🌱 w postaci emulsji – do żywienia pozajelitowego,
🌱 a także jako dodatek do kąpieli dla niemowląt zmagających się ze skazą atopową.

Poza nasionami i olejem sojowym, w skład diety człowieka wchodzi szereg innych produktów powstających z przetwarzania nasion tej rośliny.

Estrogeny i fitoestrogeny - czyli o co cały ten hałas?

⚗️ Estrogeny to hormony sterydowe regulujące czynności płciowe. Tak, to cała grupa hormonów, choć często mówimy o nich w liczbie pojedynczej: „estrogen”. Są odpowiedzialne za pobudzanie rozwoju drugorzędowych cech płciowych i biorą udział w regulacji cyklu miesiączkowego. Wydzielanie estrogenów zmniejsza się w okresie menopauzy, co w połączeniu z niedoborem progesteronu wywołuje szereg nieprzyjemnych skutków, takich jak uderzenia gorąca, labilność emocjonalna czy osłabienie pamięci, ale także: wzrost cholesterolu we krwi, postępujące zmiany miażdżycowe, pogłębianie się otyłości, występowanie zaburzeń gospodarki wapniowo-fosforanowej, nadciśnienie tętnicze, zapalenie pęcherzyka żółciowego, cukrzyca, zwyrodnienia stawów, osteoporoza.

 

⚗️ Fitoestrogeny to związki pochodzenia roślinnego o niesteroidowej budowie, które wykazują działanie podobne do estrogenu. Ich budowa chemiczna jest podobna do naszych naturalnych estrogenów, wydzielanych przez jajniki. Fitoestrogeny pełnią w organizmie funkcje estrogenne, przeciwutleniające i antymutagenne. I konkurują z estrogenami o miejsce przyczepu w komórkach. Później powiem Wam, z czym to się dla nas wiąże – bo że różnica między naszymi, a roślinnymi hormonami jest zauważalna, to wiadomo.

Wśród fitoestrogenów największą grupę stanowią izoflawony, a ich źródłem jest soja – dlatego to im poświęcę teraz chwilę. Najważniejsze izoflawony sojowe o właściwościach fitoestrogennych to genisteina i daidzeina.

 

🌱 Genisteina występuje głównie w soi. Choć przyłącza się do receptorów estrogenowych w komórkach, to efekt jej działania nie jest silny; mimo to dzielnie konkuruje o miejscówkę z estrogenami. Wykazano odwrotny związek pomiędzy zapadalnością na raka sutka i prostaty, a spożywaniem produktów bogatych w genisteinę. I okazuje się, że podanie genisteiny łącznie z lekami przeciwnowotworowymi pozwala na zmniejszenie dawki tych ostatnich i łagodzi efekty niepożądane terapii.

 

🌱 Daidzeina wykazuje działanie estrogenowe i antyestrogenowe (tak, to, co napisałam, jest szalone, ale TAK). Najwięcej znajdziemy jej w soi. Wykazuje działanie:  antyoksydacyjne, przeciwnowotworowe,  przeciwmiażdżycowe, przeciwosteoporotyczne (może pobudzać krwiotworzenie), a także odgrywa pewną rolę w kuracji odwykowej alkoholików.

 

Jak działają fitoestrogeny?
⬆️
mają właściwości antyoksydacyjne,
⬆️ wspierają produkcję globuliny wiążącej hormony płciowe,
⬆️ wykazują korzystne działanie wzmacniające na mięsień sercowy,
⬆️ a także działanie ochronne na komórki wątroby,
⬆️ zmniejszają ryzyko zwyrodnienia komórek oka,
⬆️ stymulują układ odpornościowy,
⬇️ mogą wydłużać cykl miesiączkowy,
⬇️ mogą nieznacznie zwiększać przemianę „męskich” hormonów (anrogenów) w estrogeny,
⬇️ redukują insulinooporność na poziomie tkankowym,
⬇️ obniżają zapotrzebowanie na alkohol 😉

 

Tyle podstaw, lecimy do meritum!

To w końcu powoduje raka, czy nie?

NIE. Fitoestrogeny, zwłaszcza izoflawony, mogą wykazywać działanie przeciwnowotworowe. Ich ochronne właściwości wynikają z powinowactwa do receptorów estrogenowych β, które działają hamująco na wzrost komórek nowotworowych.

Najważniejsza jest tu genisteina, która może zmniejszać ryzyko rozwoju nowotworu sutka (potocznie: piersi) i prostaty. I to niezależnie od tego, czy rak jest hormonozależny, czy też nie. Komórki nowotworowe mają dwie cechy, które różnią je od zdrowych komórek: rak potrafi sam sobie wytworzyć nowe, odżywiające go, naczynia krwionośne, a ponadto nie ma zaprogramowanej śmierci komórkowej (dlatego tak trudno go zwalczyć). Genisteina hamuje tworzenie naczyń krwionośnych, ale za to włącza śmierć komórek nowotworowych.

Masz Hashimoto? Soja to Twój wróg!

(zaraz obok glutenu i laktozy)

Soja zawiera coś, co nazywamy goitrogenami – to substancje antyodżywcze, na które w żywności szczególną uwagę powinny zwracać osoby z zaburzoną pracą tarczycy (szczególnie z Hashi i niedoczynnością) – i to jest fakt.

I tak, u osób zdrowych nie stwierdzono istotnego wpływu soi na poziomy hormonów tarczycy (TSH, T3, T4). Jednak w przypadku niedoczynności konieczne jest przyjmowanie leków, a goitrogeny w soi mogą utrudniać wchłanianie leku (podobnie jak laktoza) – i na tym polu mit o szkodliwości soi hula sobie w najlepsze. A wystarczy przyjmować leki na czczo oraz nie jeść soi na pierwszy i drugi posiłek, aby ograniczyć ryzyko związane ze zmniejszonym wchłanianiem.

Płodność kobiet zagrożona?

Wiemy już, że genisteina i daidzeina mogą wiązać się z receptorami estrogenowymi w organizmach kobiet. Logicznie rozumując, powinny one zatem wpływać na cykl menstruacyjny i płodność. Ale, jak to w medycynie (i dietetyce): to zależy! Z jednej strony soja łagodzi objawy PCOS i poprawia jakość komórek jajowych. I zmniejsza ryzyko niektórych nowotworów hormonozależnych.

ALE z drugiej strony przywołajmy podstawową zasadę dietetyki (i medycyny): to dawka czyni truciznę. Czy da się „przedawkować” soję tak bardzo, by doprowadzić do zaburzeń cyklu menstruacyjnego i płodności? Niektóre badania sugerują, że tak, jednak muszą to być baaardzo duże ilości – wyższe niż typowe spożycie soi w Europie (i rzadko osiągalne nawet w krajach azjatyckich).

Złoty środek na menopauzę?

Menopauza to powolny spadek estrogenów (tak naprawdę menopauza to ostatnia miesiączka, ale okresem menopauzy często nazywamy potocznie cały okres przekwitania). Do jej objawów zaliczamy:
🤸🏻‍♀️ nieregularne i bolesne miesiączkowanie,
🤸🏻‍♀️ krwawienia i plamienia międzymiesiączkowe,
🤸🏻‍♀️przyspieszenie czynności serca i tempa oddechu,
🤸🏻‍♀️ napady duszności,
🤸🏻‍♀️ przypływy gorąca,
🤸🏻‍♀️ depresję,
🤸🏻‍♀️rozwój osteoporozy,
🤸🏻‍♀️ zaburzenia w układzie sercowo-naczyniowym,
🤸🏻‍♀️ wzrost ciśnienia tętniczego krwi.

To sporo trudnych i nieprzyjemnych zmian. Aby jakoś to wszystko złagodzić, wielu kobietom przepisywana jest hormonalna terapia zastępcza (polegająca na długotrwałym podawaniu syntetycznych hormonów). Jej dodatkowym zadaniem jest także profilaktyka schorzeń serca, chorób nowotworowych czy osteoporozy.

Niestety okazuje się, że HTZ wywołuje wiele niepożądanych skutków ubocznych (od nudności i zawrotów głowy po chorobę zakrzepowo-zatorową, udar mózgu i zawał serca). Dlatego badacze zwrócili się w kierunku izoflawonów sojowych jako składników pomocnych w profilaktyce zagrożeń okresu klimakterium.

 

I tu wkracza fitoterapia.

Fitoterapia (czyli ziołolecznictwo) jest metodą leczenia wykorzystującą surowce i przetwory roślinne oraz wyodrębnione z nich substancje celem osiągnięcia zamierzonego efektu terapeutycznego. Jest to najbardziej rozległa gałąź medycyny naturalnej, a równocześnie najstarsza i najbardziej udokumentowana naukowo(!). A fitoestrogeny wykazują pozytywne działanie na łagodzenie objawów menopauzy.

Fitoterapię menopauzalną można podzielić na dwie główne grupy:
➡️
preparaty pochodzenia roślinnego zawierające fitoestrogeny (np. preparaty z soi, czerwonej koniczyny, pluskwicy groniastej) – to fitoterapia hormonalna,
➡️ preparaty pochodzenia roślinnego, nie zawierające fitoestrogenów (np. preparat z wyciągiem cytoplazmatycznym PI 82-GC FEM) – to fitoterapia niehormonalna.

 
Dzisiejszy stan wiedzy naukowej daje podstawy do stosowania fitoterapii niehormonalnej jako skutecznej alternatywy dla terapii hormonalnej u tych wszystkich pacjentek, u których nie ma możliwości zastosowania HTZ oraz dla tych, które nie akceptują leczenia hormonalnego.

Chłopcy bez męskich cech?

Bo mówi się, że od soi chłopcy dojrzewają później! I gorzej! I nawet mogą być bezpłodni!

Wszystko to prawda. Mogą, co nie znaczy, że będą. Na przebieg dojrzewania płciowego u chłopców największy wpływ ma testosteron, a fitoestrogeny z soi mogą sprawić, że nie osiągnie on właściwych stężeń. ALE to nie znaczy, że chłopcom nie wolno jeść soi. W tym kontekście mówimy raczej o umiarkowanym spożyciu soi w okresie dojrzewania. Część badań sugeruje, że w standardowej diecie (nawet wegańskiej) nie da się osiągnąć spożycia tak dużych ilości soi; z drugiej strony część ekspertów rekomenduje ograniczenie, a niekiedy nawet eliminację soi z diety – tak na wszelki wypadek. Pamiętaj, że to dawka czyni truciznę i umiarkowane spożycie soi nie jest groźne dla nikogo (chyba że osoba ta ma alergię na soję). Jeśli jednak masz wątpliwości, skonsultuj się z dietetykiem pediatrycznym.

A co z płodnością mężczyzn?

Tutaj także nie mamy jasnych wytycznych. Badania pokazują, że typowe „europejskie” spożycie soi nie ma wyraźnego wpływu na pogorszenie parametrów nasienia czy spadek stężenia testosteronu. Trzebaby jeść naprawdę dużo soi… Ale spójrzmy na Japończyków – nawet im ciężko jest przejeść taką ilość fitoestrogenów!

Zresztą to nie jest tak, że faceci nie mają estrogenów – ba, nie tylko mają, ale te estrogeny działają na korzyść męskiej płodności: utrzymują odpowiedni poziom libido, a także wspierają proces „produkcji” nowych plemników. To, że dostarczą sobie w diecie trochę roślinnych estrogenów, na pewno im nie zaszkodzi.

Soja vs andropauza

Andropauza to stopniowy spadek poziomu testosteronu u mężczyzn – i to jest całkiem normalne i właściwe. Zwiększone spożycie soi może wpływać na obniżenie libido, chwiejność nastroju czy problemy ze snem. Z drugiej strony może działać ochronnie na układ sercowo-naczyniowy i kostny.

Nie ma jasnych wytycznych mówiących o odstawieniu soi w czasie andropauzy. Przy ogromnym spożyciu może się okazać, że faktycznie objawy andropauzy się nasilają. Czy to znaczy, że facet staje się mniej męski? Cóż, nie do końca. W końcu zmiany hormonalne (tu: spadek androgenów) są normalne w pewnym wieku. Moim zdaniem lepiej w tej kwestii skupić się na plusach soi, niż jej „babskiej” stronie.

Ciąża, karmienie piersią, noworodki i niemowlaki...

Fitoestrogeny w soi mogą wpływać na równowagę hormonalną organizmu matki, a w konsekwencji na rozwój płodu. Mogą, ale w ekstremalnie dużych dawkach. Zbilansowana, różnorodna dieta na pewno nie spowoduje „przedawkowania” izoflawonów sojowych. W tej chwili nie mamy wskazań, aby ograniczać lub eliminować soję z diety kobiet ciężarnych.

Podobnie wygląda kwestia soi w diecie matek karmiących. Owszem, w mleku mogą pojawić się fitoestrogeny, ale znów: nie w takich ilościach, aby miało to negatywny wpływ na rozwój dziecka. Poza tym, szczególnie u matek-weganek, soja jest świetnym źródłem białka roślinnego, wapnia czy żelaza.

 

A co z dziećmi z alergią na białka mleka krowiego? Czy soja jest rozwiązaniem?

Generalnie przez pierwsze pół roku życia dziecko powinno być karmione wyłącznie mlekiem matki. Czasem jednak to niemożliwe. Wtedy w sukurs przychodzą nam preparaty mlekozastępcze. Dla małych alergików są to specjalne preparaty medyczne, niebazujące na soi, a na hydrolizie białka lub konkretnych aminokwasach. Z kolei „mleka” roślinne można z powodzeniem podawać dzieciom po 12 miesiącu życia – należy jednak uważać na soję, bo jest to dość silny alergen. Zanim jednak dziecko będzie gotowe na takie zmiany w diecie, najlepszą opcją jest karmienie piersią i mlekiem modyfikowanym lub innymi, dostoswanymi do potrzeb dziecka preparatami mlekozastępczymi.

Inne plusy soi

1. Działanie przeciwnowotworowe – o tym już napisałam wcześniej. 

 

2. Ochrona układu sercowo-naczyniowego – to też zostało wspomniane, ale teraz więcej szczegółów. Otóż izoflawony sojowe:
✅ obniżają stężenie „złego” cholesterolu, a zwiększają „dobrego”,
✅ redukują utlenianie „złego” cholesterolu -> czyli zapobiegają miażdżycy,
✅ zmniejszają ryzyko zakrzepów (zapobiegają zlepianiu się płytek krwi),
✅ poprawiają elastyczność naczyń krwionośnych.

 

3. Soja a zdrowie kości – kwestia osteoporozy także została już poruszona, natomiast działanie fitoestrogenów sojowych polega na:
✅ wyciszaniu komórek „rozkładających” kości,
✅ pobudzaniu komórek tworzących kości,
✅ zwiększeniu przyswajania kolagenu i witaminy D, niezbędnych do osiągnięcia prawidłowej struktury kości,
✅ a zawarty w soi wapń dodatkowo wzmacnia efekty izoflawonów.

Zaraz, jeszcze kwestia GMO!

Jest taka firma produkująca nasionka GMO, nazywa się Monsanto. Często przezywana jest „Monszatanem” (portugalskie „santo” oznacza „święty”). Pomijając kwestie moralności tej firmy i jej harce z round-upem, przemianowanie jej ze „świętej” na „szatańską” całkiem nieźle oddaje stosunek wielu osób do żywności GMO. Pomówmy zatem o GMO, ale tak w pigułce.

GMO to „organizm, w którym materiał genetyczny został zmieniony w sposób niezachodzący w naturze poprzez zamianę, dodanie lub wyłączenie genu lub kilku genów”.

 

W jakim celu się to robi? Aby uodpornić roślinę (lub zwierzę) na różne rzeczy:
🦠 na herbicydy, czyli chemiczne środki ochrony roślin (soja, rzepak);
🦠 na choroby wirusowe, grzybowe, bakteryjne;
🦠 na niekorzystne warunki środowiska (zasolenie gleby, mróz, susza, metale ciężkie);
🦠 na szkodniki – modyfikacja Bt (kukurydza, bawełna)
🦠 lub w celu poprawy bądź nadania nowych cech jakościowych (pomidor Flavr Savr, ”Golden Rice”, szczepionki w warzywach).

 

Czy Twoje ciało (konkretnie układ pokarmowy) ogarnia, że właśnie zjadłaś coś GMO? Nie. Dla Twojego organizmu to żadna różnica, czy warzywko było GMO czy all natural. Co ciekawe, dla Twojego zdrowia to także nie ma znaczenia. Do tej pory ponad 3000 badań naukowych potwierdziło bezpieczeństwo upraw GMO pod względem wpływu na człowieka i środowisko, a prawie 300 instytucji technicznych i naukowych na całym świecie uznaje bezpieczeństwo i korzyści wynikające ze stosowania upraw GMO”.

To jak z tą soją - jeść czy nie jeść?

Mogę podsumować to jednym zdaniem: Jeśli nie masz alergii – oczywiście jeść!

Soja jest źródłem nie tylko białka (szczególnie w dietach roślinnych), ale także cennych pierwiastków i błonnika. A żeby ją przedawkować trzeba się naprawdę mocno postarać (w zasadzie jest to niewykonalne przy różnorodnej, zbilansowanej diecie). Nie musisz zatem martwić się ani o siebie, ani o partnera, ani o dzieci – o ile żadne z Was nie ma alergii możesz spokojnie włączyć soję do menu Twojej rodziny 🙂

Powyższy wpis nie stanowi porady medycznej.

Ten artykuł ma charakter informacyjny, a zawarte w nim informacje nie zastąpią indywidualnej porady lekarskiej, dietetycznej czy farmaceutycznej, dostosowanej do sytuacji Pacjenta.

Wpis zawiera jedynie ogólne informacje, które nie mogą stanowić wyłącznej podstawy do zastosowania określonego sposobu odżywiania czy leczenia, ani także do zmiany nawyków.

Zawsze skonsultuj się z lekarzem lub innym specjalistą przed podjęciem jakichkolwiek działań mających wpływ na życie, zdrowie lub samopoczucie.

Autor wpisu
Picture of Agnieszka Rodatus

Agnieszka Rodatus

Mam na imię Agnieszka i jestem dietetykiem klinicznym z papierem :). Pomagam przede wszystkim kobietom zmagającym się z niepłodnością i schorzeniami, które jej towarzyszą, w tym z nadmierną masą ciała.
Wpisy Autora
Podaj dalej
Obserwuj